Chociaż późna jesień najczęściej nie zachęca do długich spacerów, to czasem warto się przełamać się, wyjść i dotlenić organizm. Pusty jesienne parki, nostalgiczne mgły, szeleszczące liście pod stopami mogą być zupełnie przyjemne, szczególnie podczas spaceru w dobrym towarzystwie. Jeśli chłód i przenikliwy wiatr nieznośnie wam dokuczy zajrzyjcie do Videlca - nowego miejsca na kulinarnej mapie Warszawy. Tu zacznijcie kulinarną przygodę od mocnej aromatycznej i pełnej dodatków rozgrzewającej zimowej herbaty. Potem możecie już spokojnie zgłębiać tajniki karty dań.


Ucztę proponuję zacząć od jednej z niewielkich ale bardzo smacznych przystawek. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. bruschetta z pomidorami suszonymi, oliwkami i parmezanem, lekkie carpaccio z buraka z wędzonym serem, tatar podany z grzybami, kaparami i cebulą a nawet niezbyt popularne ozorki wołowe. Oferta jest bogata i przyznam, że naprawdę trudno się zdecydować. Dużo łatwiej jest z wyborem zup. W karcie były dwie. Obie spróbowaliśmy. Polecam szczególnie krem z topinamburu pięknie podany z burakami, orzeszkami piniowymi i oliwą truflową. Zupa grzybowa zaskoczyła nas dodatkami: wędzonym pstrągiem i tymiankiem i kurkami. Pośród wielu propozycji dań głównych wybraliśmy doskonałą kaczkę, perfekcyjnie upieczoną podaną z pure z mango i dyni oraz czarną porzeczką i rokitnikiem, oraz aromatyczne fettuccine z krewetkami i pomidorkami koktajlowymi.


W Videlcu byliśmy w sobotnie popołudnie. Raczyliśmy się więc daniami obiadowymi. Szef kuchni poleca jednak również ciekawe zestawy śniadaniowe a dla od poniedziałku do piątku apetyczne dania lunchowe anonsowane na facebooku.

więcej»
11Wrz2017

Końcówkę tegorocznych wakacji spędziliśmy na południu Polski w okolicach Tarnowa. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tym regionie, ale pierwsza spędzona bardzo aktywnie. Odwiedziliśmy miedzy innymi trzy zamki, każdy w zupełnie innym stylu, ale godny polecenia, chociaż z innego powodu. Najbardziej tradycyjny, zarówno jeśli chodzi o samą budowlę jak i sposób zwiedzania był zamek Nowy Wiśnicz. Zapadł szczególnie w pamięci mojego syna, z powodu wycieczki w okularach wirtualnej rzeczywistości. Drugi Zamek w Dębnie o niezwykle gustownie urządzonych wnętrzach wygląda bardzo reprezentacyjne. Jak głosi legenda w zamku w wieżyczce przylegającej do sali balowej została zamurowana (wraz z posagiem) córka właściciela zamku. Dziewczyna miała podobno szczególnie piękne złote warkocze. W XX wieku rzeczywiście znaleziono szkielet i złote warkocze, jednak skarb w tajemniczy sposób zaginął.


Trzecim zamkiem, który odwiedziliśmy był Tropsztyn, niezwykle malowniczo położony na skale nad Dunajcem. Nazwa miejscowości Wytrzyszczka, której powinniście szukać na mapie może sprawić, kłopot nie tylko obcokrajowcom. Sam zamek, to właściwie rekonstrukcja warowni obronnej pochodzącej z XII wieku. To w jakim stanie były mury zamku przed rozpoczęciem odbudowy/renowacji pokazują czerwone linie na murach. Tak jak w przypadku wielu tego typów budowli czas, warunki atmosferyczne i łatwo dostępny materiał budowlany powodowały, że zamek praktycznie przestawał istnieć. Odbudowa trwa nieprzerwanie od 1993 roku a od 2005 jest on udostępniony zwiedzającym.


Zwiedzanie zamku zaczynamy od lochów i piwnic idąc wąskimi ciemnymi kamiennymi korytarzami. Potem przechodzimy przez kilka poziomów zamkowych komnat w których umieszczone są ekspozycje. W jednej z nich mój syn znalazł skarb, który był chyba dla niego bardziej atrakcyjny od tego inkaskiego.

więcej»

Są takie miejsca w Polsce i na świecie, które człowiek powinien choć raz w życiu obejrzeć. Część z nich, nad czym ubolewamy, ze względów bezpieczeństwa, jest w obecnej sytuacji raczej niedostępna. Na szczęście przynajmniej niektóre możemy dzieciom pokazać. Jednym z takich miejsc w Polsce jest Zamek w Malborku.


Ten największy na świecie pod względem powierzchni zamek położony na brzegu rzeki Nogat robi imponujące wrażenie. Wznoszony etapami od 1280 roku przechodził z rąk niemieckich w polskie kilka razy. Ostatecznie po zniszczeniach dokonanych w 1945 roku przez Armię Czerwoną został zrekonstruowany, uznany za pomnik historii i w 1997 roku wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Ogromna, ale interesująca różnorodnością form architektonicznych, ceglana budowla intryguje i zachęca do zwiedzania. Zespół zamkowy obejmuje: przedzamcze, czyli Zamek Niski z Karwanem, w którym przechowywano sprzęt taborowy, działa i amunicję, Kaplicą Świętego Wawrzyńca i zabudowaniami gospodarczymi, reprezentacyjny Zamek Średni pełniący rolę politycznego centrum władzy, w którym znajdują się między innymi z Kaplica Św. Bartłomieja, Wielki Refektarz, Pałac Wielkich Mistrzów, oraz klasztor rycerzy zakonnych zwany Zamkiem Wysokim.


Zwiedzanie zamku trwa 3,5 godziny i odbywa się pod opieką doświadczonego przewodnika lub za dodatkową opłatą z audioprzewodnikiem. Przyznam, że nie znam żadnego dziecka, nawet najbardziej zainteresowanego zwiedzaniem średniowiecznych zamków, które cierpliwie dreptałoby z rodzicami i przewodnikiem słuchając o szczegółach historycznych i architektonicznych tej wspaniałej budowli.

więcej»

W Górach Sowich byliśmy w tym roku po raz pierwszy. Dość późno zabraliśmy się za poszukiwania bazy noclegowej i okazało się, że w wakacyjny weekend o wolny pokój nie jest tak łatwo. Mogliśmy co prawda wynająć kilka z nich ale z perspektywą uczestniczenia w imprezach wieczorno-nocnych, co jak wiadomo, jest uciążliwe. Szczególnie, jeśli nasze uczestnictwo ogranicza się do słuchania imprezowych odgłosów zza ściany.


Dobrze się jednak stało, ponieważ trafiliśmy do agroturystyki Mała Sowa w Rzeczce. I to był strzał w dziesiątkę. Spędziliśmy aktywne trzy dni korzystając z okolicznych atrakcji w malowniczej scenerii Gór Sowich i odpoczywając w przyjaznym i czystym pensjonacie. Już pierwsze wrażenie jest doskonałe wyróżniając pensjonat dbałością o czystość i atrakcyjność otoczenia. Wypielęgnowane trawniki, różnorodna roślinność, duża wiata grillowa, miejsce na ognisko, niewielki plac zabaw dla dzieci a przede wszystkim spokój, którego zawsze brakuje nam w innych górskich pensjonatach.


Pokoje są duże z wystarczającą ilością miejsca na odzież i bagaże zaaranżowane z dużą dbałością o szczegóły. Drobiazgi w postaci starych zegarów, radia, ogromnych łóżek, drewnianych babcinych kredensów stwarzają bardzo miłe i przytulne wrażenie.

więcej»

Nad polskim morzem zjeść można wszystko na co tylko macie ochotę: od ryb i owoców morza, przez pizzę, hamburgery, naleśniki, pierogi, sushi po pyszne domowe obiady. Kiedy odwiedzamy jakieś miasteczko po raz pierwszy i nie mamy swoich ulubionych obiadowych miejsc staramy się odszukać takie, które ktoś już sprawdził, ocenił i polecił. Oczywiście możemy mieć różny gust, różne oczekiwania i smaki i ten sposób wyboru może okazać się chybiony. Parę razy i my nie do końca byliśmy zadowoleni z wakacyjnego posiłku, ale w Jastrzębiej Górze opinia internautów nas nie zawiodła.


Trafiliśmy do tawerny U Rybaka. Już po pierwszym obiedzie stwierdziliśmy, że to był strzał w dziesiątkę i pozostaliśmy wierni Rybakowi do końca naszego pobytu w Jastrzębiej. Nie chodziliśmy tam rzecz jasna codziennie ale przez kilka dni przetestowaliśmy część smakowitych propozycji.


W porze obiadowej może lekko przerazić kolejka głodnych oczekujących na stolik wczasowiczów. Dla mnie świadczyć to mogło wyłącznie o jakości serwowanego jedzenia, bo tawerna dysponuje całkiem sporą ilością stolików, a miła obsługa sprawnie kieruje do zwalniających się stolików. Jeśli jednak wytrzymacie parę minut oczekiwania z pewnością się nie zawiedziecie.


W karcie każdy znajdzie coś dla siebie: My w zasadzie skupiliśmy się na rybach, ale ci którzy za nimi nie przepadają też mogą zjeść smaczny obiad: są dania mięsne, tradycyjne zupy, pierogi, makrony i sałatki. Na pierwszy ogień zamówiliśmy przystawki śledzia w trzech różnych wersjach i tatara z łososia. Obie pyszne. Śledziowa przystawka wjechała w takiej ilości, ze spokojnie każde z nas mogło spróbować po kawałku.

więcej»
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony