Jednym z naszych ulubionych wakacyjnych miejsc jest Chorwacja. Państwo daje to nieograniczone możliwości wypoczynku. Każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie. Ci, którzy lubią historię znajdą tu zabytki, takie jak pałac Dioklecjana w Splicie czy Zamek w Dubrowniku. Wielbiciele natury spędzą wspaniałe chwile w Parku Narodowym Plitwickich Jezior czy Parku Narodowym Krka. Wielbiciele sportów wodnych znajdą fantastyczne warunki do uprawiania żeglarstwa, windsurfingu czy nurkowania. Ci którzy wolą wakacje spędzać bardziej stacjonarnie w turystycznych ośrodkach znajdą liczne hotele z basenami i krystaliczną błękitną wodę w urokliwych morskich zatoczkach. Niewątpliwą zaletą spędzania wakacji w Chorwacji jest pogoda. Gorące lato, bezchmurne niebo zachęcają do słonecznych i morskich kąpieli. Nas w Chorwacji zachwyciła również kuchnia. Ryby, owoce morza aromatyczne i tak świeże, jak tylko można sobie wyobrazić, do tego letnie owoce i warzywa, wino i mamy wakacyjne menu, które potem z rozmarzeniem wspominamy przez cały rok.


Dziś pyszne bałkańskie smaki możecie poznać lub przypomnieć sobie w restauracji Munja ul. Grzybowska 43 w Warszawie. Ta sympatyczna restauracja stworzona we współpracy czarnogórskiej rodziny i jej polskich przyjaciół to podobno jedyna restauracja w Warszawie serwująca jednocześnie lekką i ognistą kuchnię znad Adriatyku.


Ponieważ tego dnia aura za oknem nie rozpieszczała postanowiliśmy najpierw rozgrzać się zimowymi herbatami: jedną z dodatkiem nalewki malinowej, drugą z cytrusami i miodem. Obie były pyszne, doskonale nas rozgrzały i mogliśmy spokojnie zgłębiać niezbyt długie, ale urozmaicone menu. Wszyscy jesteśmy wielbicielami zupy rybnej, więc oczywisty wybór padł na adriatycką zupę rybną. Intensywna w smaku z mulami, ośmiornicą i mnóstwem ryby była mocno doprawiona i idealna w ten zimowy dzień. To był wspaniały początek obiadu, a dalej było jeszcze lepiej.

więcej»

Chociaż późna jesień najczęściej nie zachęca do długich spacerów, to czasem warto się przełamać się, wyjść i dotlenić organizm. Pusty jesienne parki, nostalgiczne mgły, szeleszczące liście pod stopami mogą być zupełnie przyjemne, szczególnie podczas spaceru w dobrym towarzystwie. Jeśli chłód i przenikliwy wiatr nieznośnie wam dokuczy zajrzyjcie do Videlca - nowego miejsca na kulinarnej mapie Warszawy. Tu zacznijcie kulinarną przygodę od mocnej aromatycznej i pełnej dodatków rozgrzewającej zimowej herbaty. Potem możecie już spokojnie zgłębiać tajniki karty dań.


Ucztę proponuję zacząć od jednej z niewielkich ale bardzo smacznych przystawek. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. bruschetta z pomidorami suszonymi, oliwkami i parmezanem, lekkie carpaccio z buraka z wędzonym serem, tatar podany z grzybami, kaparami i cebulą a nawet niezbyt popularne ozorki wołowe. Oferta jest bogata i przyznam, że naprawdę trudno się zdecydować. Dużo łatwiej jest z wyborem zup. W karcie były dwie. Obie spróbowaliśmy. Polecam szczególnie krem z topinamburu pięknie podany z burakami, orzeszkami piniowymi i oliwą truflową. Zupa grzybowa zaskoczyła nas dodatkami: wędzonym pstrągiem i tymiankiem i kurkami. Pośród wielu propozycji dań głównych wybraliśmy doskonałą kaczkę, perfekcyjnie upieczoną podaną z pure z mango i dyni oraz czarną porzeczką i rokitnikiem, oraz aromatyczne fettuccine z krewetkami i pomidorkami koktajlowymi.


W Videlcu byliśmy w sobotnie popołudnie. Raczyliśmy się więc daniami obiadowymi. Szef kuchni poleca jednak również ciekawe zestawy śniadaniowe a dla od poniedziałku do piątku apetyczne dania lunchowe anonsowane na facebooku.

więcej»

Nad polskim morzem zjeść można wszystko na co tylko macie ochotę: od ryb i owoców morza, przez pizzę, hamburgery, naleśniki, pierogi, sushi po pyszne domowe obiady. Kiedy odwiedzamy jakieś miasteczko po raz pierwszy i nie mamy swoich ulubionych obiadowych miejsc staramy się odszukać takie, które ktoś już sprawdził, ocenił i polecił. Oczywiście możemy mieć różny gust, różne oczekiwania i smaki i ten sposób wyboru może okazać się chybiony. Parę razy i my nie do końca byliśmy zadowoleni z wakacyjnego posiłku, ale w Jastrzębiej Górze opinia internautów nas nie zawiodła.


Trafiliśmy do tawerny U Rybaka. Już po pierwszym obiedzie stwierdziliśmy, że to był strzał w dziesiątkę i pozostaliśmy wierni Rybakowi do końca naszego pobytu w Jastrzębiej. Nie chodziliśmy tam rzecz jasna codziennie ale przez kilka dni przetestowaliśmy część smakowitych propozycji.


W porze obiadowej może lekko przerazić kolejka głodnych oczekujących na stolik wczasowiczów. Dla mnie świadczyć to mogło wyłącznie o jakości serwowanego jedzenia, bo tawerna dysponuje całkiem sporą ilością stolików, a miła obsługa sprawnie kieruje do zwalniających się stolików. Jeśli jednak wytrzymacie parę minut oczekiwania z pewnością się nie zawiedziecie.


W karcie każdy znajdzie coś dla siebie: My w zasadzie skupiliśmy się na rybach, ale ci którzy za nimi nie przepadają też mogą zjeść smaczny obiad: są dania mięsne, tradycyjne zupy, pierogi, makrony i sałatki. Na pierwszy ogień zamówiliśmy przystawki śledzia w trzech różnych wersjach i tatara z łososia. Obie pyszne. Śledziowa przystawka wjechała w takiej ilości, ze spokojnie każde z nas mogło spróbować po kawałku.

więcej»
28Kwi2017

Tegoroczne zimowe ferie rozpoczęliśmy od rodzinnej wyprawy do Trójmiasta. Zatrzymaliśmy się w spacerowej odległości od znanego Monciaka czyli sopockich Krupówek, dzięki czemu wyprawa nad piękne o tej porze roku morze i molo trwała niecałe 15 minut. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wścibskie pyskate sąsiedztwo, które postanowiło zepsuć na ferie już pierwszego dnia. Ale to opowieść na zupełnie inny wpis. Zdecydowaliśmy się nie zwracać uwagi na brak wychowania i trzaskające drzwi i zaczęliśmy pobyt w Sopocie od spaceru na molo i plażę. Solidny mróz, zapadający zmierzch i lodowaty wiatr próbował skrócić nasz spacer do minimum. Byliśmy jednak twardzi nie daliśmy się. Fale, huczący wiatr i mewy to kwintesencja polskiego morza. Latem dodać można jeszcze do niego gorący piasek i labirynt parawanów, ale teraz z oczywistych względów nie było nam to dane.


Nie jesteśmy jednak ze stali, więc schodziliśmy z molo mocno wytargani lodowatym wiatrem. Na szczęście w krajobraz sopockiego molo wpisała się sympatyczna restauracja Rybna Ferajna. Położona jest bardzo atrakcyjnie przy samym molo, na pierwszym piętrze w lewych arkadach. To wejście może nieco mylić. Widząc lekko przygaszone światła na dole myśleliśmy, ze restauracja jest zamknięta. Na szczęście zajrzeliśmy do środka i było już tylko lepiej: jasno, gustownie, ciepło, sympatycznie a przede wszystkim bardzo smacznie.


Choć w menu przeważają ryby i owoce morza, to coś dla siebie znajdą tu również Ci, którzy ryb nie lubią lub nie mogą ich jeść. My zamówiliśmy zupę rybną delikatną choć o zdecydowanym rybnym smaku, z lekko śmietanowo-chrzanową nutą.

więcej»
08Mar2017

Jakie aspekty podróżowania są dla Was najważniejsze? Poza przygodami, fantastycznymi widokami, ciekawymi ludźmi, zdumiewającymi miejscami naszą głowę zaprzątają również zupełnie przyziemne sprawy. Przyjazne lokum z czystymi łóżkami, lśniącą łazienką a także jeśli zatrzymujecie się w miejscu bez kuchni również miejsce, gdzie można smacznie i czysto zjeść. Jest to szczególnie ważne dla rodzin z dziećmi.


O ile dorośli częściej decydują się na budkę z zapiekankami przy ulicy to z małymi dziećmi staramy się raczej znaleźć miejsce z bardziej zdrowym i tradycyjnym jedzeniem. Choć od reguły są wyjątki i kebab czy szybki hamburger bywają czasem lepsze niż najlepsza zupa jarzynowa lub pyszny chrupiący kotlecik z surówką. Jeśli dodatkowo znajdziemy restaurację w doskonałym komunikacyjnym miejscu, blisko atrakcji, z których korzystamy podczas podróży a rachunek przy kasie nie przyprawia nas o atak serca to z pewnością trzeba to miejsce zapamiętać i przekazywać dalej jako wyjątkowo cenną informację.


Podczas tegorocznej wizyty w Trójmieście jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzenie Gdyni. Nie mieliśmy bardzo dużo czasu, ale żelazny repertuar w okolicach Skweru Kościuszki musieliśmy zobaczyć. Ku mojemu zdziwieniu mimo, że zwiedzaliśmy Gdynię w lutym, zarówno Muzeum Dar Pomorza i ORP Błyskawica były otwarte dla zwiedzających.


Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy jednak do ulubionego miejsca moich dzieci czyli Oceanarium. Mój syn przyprawił mnie o radosny chichot, kiedy po drugiej sali z makietami i planszami zapytał: „Mamo, czy tu będą zwierzęta, które się ruszają?" Honor Oceanarium został uratowany i młody człowiek dalej z wypiekami na twarzy oglądał pływające okazy w akwariach. Szczególnym uwielbieniem obdarzył przesympatyczną ośmiornicę i koniki morskie. Nawet największe atrakcje nie są jednak zagłuszyć burczącego brzucha małych turystów. „Mamo jesteśmy głodni!" brzmiało coraz bardziej natarczywie.


Na szczęście niedaleko zwiedzanego kompleksu znaleźliśmy miejsce, które spełnia wszelkie oczekiwania i głodnych pociech i ich rodziców. Gustownie, mega czysto, pysznie i niezbyt drogo. Sympatyczna i sprawna obsługa, miły wystrój i udogodnienia dla rodziców z małymi dziećmi dopełniają całości doskonałego wizerunku Pierogarni „Pierożek" w Gdyni.

więcej»
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony