04Lip2018
godz. - 22:59

Monochromatyczny filmowy majstersztyk – „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego

Share

Codzienność bywa trudna, monotonna, zapracowana. Czasem wieczorem czuję się jakbym do piwnicy wrzuciła tonę węgla, dlatego od kina, teatru czy lektury oczekuję raczej relaksu, oderwania od codzienności i pozytywnego naładowania akumulatorów. Nie znaczy to jednak, że z filmów i przedstawień teatralnych wybieram wyłącznie komedie a z książek kryminały (choć jedne i drugie, bardzo sobie cenię). Muszę się nastawić duchowo na trudną lekturę i wiedzieć, ze idę do kina na film, który ma mnie sponiewierać. Często też czekam na te szczególnie trudne filmy i oglądam je w domowym zaciszu. Mogę wtedy w dowolnym momencie przerwać oglądanie, odetchnąć, ochłonąć i powrócić do śledzenia akcji.


Dziś jednak zdecydowaliśmy się pójść do kina na jeden z tych trudniejszych filmów. Skuszeni rekomendacjami znajomych nie czekaliśmy i obejrzeliśmy „Zimną wojnę" Pawła Pawlikowskiego w kinie. Przyznam, że było to dobra decyzja a doskonałe recenzje filmu naprawdę nie są przesadzone.


Początek filmu: fragmenty ludowych utworów i przesłuchania do zespołu ludowego doskonale wprowadzają w atmosferę lat 50tych i 60tych zniszczonej wojenną pożogą Polski. Poznajemy też od razu głównych bohaterów filmu: Lecha Kaczmarka (Borys Szyc), Irenę Bielecką (Agata Kulesza), Wiktora (Tomasz Kot) oraz Zulę (Joannę Kulig). Zula - interesująca dziewczyna z niejasną przeszłością, od początku przyciąga jak magnes Wiktora. O ile rozwijający się romans między Wiktorem i Zulą jest właściwie oczywisty o tyle jego burzliwe koleje zaskakują, wzruszają i rozczarowują jednocześnie.


Losy bohaterów, którzy nie potrafią żyć ze sobą i żyć bez siebie, toczą się w powojennej Europie, w szarej, smutnej Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu mekce artystów. Monochromatyczny czarno-biały film realistyczny i ascetyczny robi przejmujące wrażenie. Do bólu oszczędne tło doskonale podkreśla mistrzowskie kreacje aktorskie. Wiktor - to muzyk romantyczny introwertyk, artysta-kompozytor zakochany w Zuli trwale i bez pamięci. Zula – utalentowana dziewczyna przeistacza się od szarej myszy do estradowej artystki. Jej uroda, magnetyzm i niezwykły głos sprawiają, ze jest idealna do roli klasycznej femme fatale, która komplikując sobie i ukochanemu mężczyźnie życie dąży do nieuchronnej katastrofy.


Pełną emocji i treści atmosferę filmu w niezwykły sposób podkreśla muzyka. Usłyszeliśmy ludowe przyśpiewki, utwory propagandowe, jazzowe standardy i poezję śpiewaną. Dopełniają one kolejne sceny, wprowadzają w nową rzeczywistość, przekazują emocje w sposób wywołujący ciarki na plecach.


„Zimna wojna" to film niecodzienny pod każdym względem. Forma, aktorzy i ich gra muzyka pozostaną we mnie na długo. Jeśli lubicie nieoczywiste kino obejrzyjcie go koniecznie. Ciekawe, czy w Was, tak jak we mnie, film ten będzie wzbudzał jednocześnie wzruszenie, irytację i złość.


Polecam!

 

Przeczytaj także 

„Nietykalni"

„Whiplash"

Planeta Singli

Komentarze (0)
dodaj komentarz+
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony