08Kwi2016
godz. - 10:18

Jak „wyhodować” mola … książkowego?

Share

Polacy czytają mało, to wiedzą chyba wszyscy. Podobno w ubiegłym roku co trzeci Polak nie przeczytał żadnej książki, a co piąty nie ma u siebie w domu żadnego tomu. Rzeczywiście częściej można ostatnio spotkać człowieka z telefonem w ręku niż z książką. Nietrudno domyślić się, że najwięcej czytają uczniowie i studenci i chciałabym wierzyć, że nie wynika to wyłącznie z konieczności zaliczenia kolejnych lektur i napisania prac semestralnych. Znamienne jest to, że częściej po książki sięgają dzieci rodziców, którzy czytali im od najwcześniejszych dni. Trudno przecież wymagać, żeby dziecko czytało, jeśli w rodzinie nie ma takiego zwyczaju a jedynym tekstem czytanym jest program telewizyjny. Między innymi od nas rodziców zależy więc to, czy młode pokolenie będzie traktowało książki, jako zapowiedź niezwykłej przygody czy wyłącznie, jako obowiązek czy co gorsza jako podkładkę pod bujający się stół.


Nie jestem fachowcem, jestem za to mamą i mogę podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami i tym w jaki sposób moja córka została molem książkowym. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że czasem ani nasze starania ani pobożne życzenia mogą nie wystarczyć. Młody człowiek czytać nie lubi. Woli piłkę, grę w tenisa lub kręgle. No cóż, każdy jest inny, ale próbować zawsze warto.


Załóżmy jednak, że czytamy a nasza latorośl zaprzyjaźniła się z książkami. Kupowaliśmy, wypożyczaliśmy, czytaliśmy, zachęcaliśmy, widać pierwsze nieśmiałe efekty starań. Przychodzi również taki czas, kiedy literki nie są już wyłącznie magicznymi znaczkami a nasze dziecko jadąc samochodem czyta szyldy i banery reklamowe. To czas, żeby zachęcić młodego człowieka do samodzielnego czytania.


Co zrobić, żeby trudny proces samodzielnego czytania przeprowadzić delikatnie i bezboleśnie?


Zachęcać, nie zmuszać. Można zacząć od czytania wspólnego. W książkach podzielonych na rozdziały młody człowiek może na początek czytać tytuły kolejnych rozdziałów. Można znaleźć też pomysłowo wydane książeczki, w których niektóre wyrazy czy fragmenty tekstu, napisane są inną lub większą czcionką. znajdują się w dymkach, jak w komiksach, są fragmentami obrazków. Dla mojej córki znalazłam zabawną serię książeczek o siostrach. Zawsze były trzy: „Trzy małe księżniczki", „Trzy małe piratki", „Trzy małe czarodziejki" Emily Bolam i Georgie Adams. Dziewczynki przeżywały fascynujące przygody, a rysunki o komiksowym charakterze zachęcały do czytania coraz dłuższych zdań. Piratki na statku Hecny Homar ścigały Waniliową Płastugę. Razem z małymi królewnami rozwiązywaliśmy zagadkę kradzieży klucza do strażnika czasu w Paprykowym Królestwie. Było śmiesznie, zagadkowo i tajemniczo.


Teraz razem z moim synkiem, czytamy książkę o przygodach łakomego lisa Felka, mądrej zajączki Toli i komicznego puchacza Henia. „Felek i Tola" Sylvii Vanden Heede to pierwsza książeczka z serii o przyjaźni, codziennych małych przyjemnościach i zmianach w świecie przyrody. Okazuje się, że puchacz może być tatą koguta, wiewiórka ma poranne fochy a bałwan w domu oznacza kałużę wody na podłodze.

 

Kolejnym etapem mogą być książki o znanej treści ale takie, w których mały czytelnik znajdzie piękne kolorowe ilustracje i niewiele tekstu napisanego większą czcionką. Strony przelatują jedna za drugą mimo mozolnie składanych zdań. Nagle okazuje się, że młody człowiek przynosi pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę. Motywacja do dalszego czytania rośnie równie szybko jak duma rodziców. Tu mogę polecić serię klasycznych bajek w skróconych wersjach z pięknymi ilustracjami wydawnictwa Buchmann, czy ilustrowane bajki o zwierzętach według projektu Caroline Spatz.


Potem jest już tylko łatwiej. Podrzucamy coraz dłuższe i bardziej zaawansowane lektury, zachęcając dopingując i chwaląc. Może w końcu usłyszymy, że najlepszym prezentem pod choinkę jest książka. Wtedy należy rozważyć nabycie czytnika elektronicznego, bo może się okazać, że zakupy w księgarni kosztują tyle, co u jubilera, w bibliotece nie ma już nic interesującego a na wakacje musimy zabierać dodatkowy bagaż tylko na podręczne lektury. I tego Wam życzę.

Komentarze (2)
dodaj komentarz+
  • anna
    Obserwuję moją córkę, której czytałam od narodzin. Potem sama czytała i zawsze wybierała wartościową literaturę. Zauważyłam jednak, że obecnie (ma 20 lat) sięga po książkę bardzo, bardzo rzadko, co mnie smuci oczywiście. :(
    anna
    dodano: 22.04.2016, godz.- 13:07
    • domowypatchwork
      Rolą rodzica jest chyba pokazać, zachęcić a to co zrobią z tym dorosłe dzieci, to już ich wybór. Może córka ma teraz inne bardziej ekscytujące zajęcia a do książek wróci z czasem...?
      domowypatchwork
      dodano: 25.04.2016, godz.- 12:34
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony