29Kwi2015
godz. - 10:58

Audiobooki, czyli książki inaczej

Share

Moja doba uległa skróceniu. Stwierdziłam to niedawno, kiedy okazało się, że żebym nie wiem jak się starała, nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Ciągle muszę rezygnować z czegoś kosztem czegoś. A może to nie zrobiło się samo, bo sam się przecież robi tylko bałagan? Może ktoś mi te godziny ukradł? Żeby chociaż połaszczył się na godziny przeznaczone na prasowanie, którego nie znoszę. Ale nie, musiał zabrać ten moment, kiedy dzieci śpią, kiedy zdecydowałam już czego dziś nie zrobię i mam wreszcie czas dla siebie.

 

Zwykle ten czas, z kubkiem dobrej herbaty pod ciepłym kocem, spędzałam czytając książkę. Ostatnio, wieczorem czytam po raz trzeci ten sam akapit nie rozumiejąc z niego zupełnie nic, albo budzę się w nocy z policzkiem czule przytulonym do kartek książki. Wyrzec się książek nie potrafię. Dla tych, którzy z jakiegoś powodu czytać nie mogą ktoś genialny wymyślił audiobooki. Ja wiem, że to nie jest to samo co szeleszczące kartki książki, ale kiedy nie ma co się lubi...

 

Audiobooki doceniłam, kiedy wydeptywałam z dziecięcym wózkiem ścieżki w parku, albo kiedy wyciskałam z siebie siódme poty na siłowni. Dzięki nim nadrobiłam zaległości w lekturach bez narażenia na odmrożenie, jakże potrzebnych mi rąk.

 

W typowej książce poza treścią, bardzo ważne jest wydanie, czcionka, papier i okładka. W audiobookach kluczową rolę odgrywa lektor. Osoba czytająca nam książkę mówiąc po prostu musi umieć to robić. Czasem najlepszy aktor nie potrafi przekonać do powieści. Nie wystarczy przecież wyraźnie przeczytać tekst. Lektor musi przekazać nastrój tego, co czyta a swoim zaangażowaniem zachęcić do dalszego słuchania. Nie może spowodować, że zaczynamy błądzić myślami i słowa wpadają jednym uchem a wypadają drugim nie pozostawiając śladu w głowie.

 

Mam kilku swoich ulubionych lektorów. Należy do nich Anna Dereszowska fantastycznie czytająca książkę „Jedz, módl się i kochaj", a także pozycje z angielskiej klasyki. Ma doskonałą dykcję i niezwykle miły głos, a kiedy czyta, że bohater się śmieje w jej głosie ten śmiech niemal słychać. Kiedy dzieje się coś poważnego, nastrój jest oddany perfekcyjnie. Bardzo lubię słuchać Wiktora Zborowskiego czytającego swoim głębokim, demonicznym głosem „Mistrza i Małgorzatę". Doskonale bawiłam się słuchając „Pod mocnym aniołem" w wykonaniu Andrzeja Grabowskiego (mimo, że tematyka tej pozycji nie jest łatwa), czy „Pod słońcem Toskanii" w wykonaniu Danuty Stenki.

 

Audiobooków trzeba umieć słuchać. Nawet ulotna myśl zaprzątająca naszą głowę potrafi skutecznie rozproszyć uwagę. Na szczęście zawsze można posłuchać jeszcze raz.

Komentarze (0)
dodaj komentarz+
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony