O tym jak bardzo ważni są lojalni i oddani pracownicy wie chyba każdy przedsiębiorca. O tym, że zależy to również od podejścia pracodawcy pamięta już znacznie mniej osób. Jak bardzo jest to ważne przekonał się boleśnie na własnej skórze jeden z właścicieli niezwykle malowniczo położonego Zamku Predjama w Słowenii.


Podczas tegorocznych wakacji zwiedzaliśmy kolejny raz Jaskinię Postojną. Niespełna 10 kilometrów od niej położona jest kolejne niezwykłe miejsce Słowenii – Predjamski Zamek. Jakoś nigdy nam nie było do niego po drodze. Tym razem postanowiliśmy nadrobić zaległości i żałujemy, że zrobiliśmy to dopiero teraz.


Wbudowana w skałę czteropiętrowa warownia wyłania się zza zakrętu zaskakując i zapierając dech w piersiach. Pierwotnie w XII wieku zamek wbudowany był w obszerną jaskinię w skałach. Jego ślady widoczne są w głębi jaskini i choć obecnie wnętrze wygląda jak jaskinia istnieją ślady sugerujące, że było tu przynajmniej kilka pomieszczeń. Później w XVI wieku zamek został rozbudowany do obecnego kształtu.


Budowla osadzona na 123 metrowym klifie jest piękna i ponura zarazem. Jedyne dostępne wejście wiedzie dziś wąską drogą przez jedyną bramę a z kamiennych balkonów rozpościera się przepiękny widok na dolinę. Z jednej strony twierdza ta była niegościnnym i zimnym miejscem. Ogrzewano jedno lub dwa pomieszczenia a skała, będąca integralną częścią domiszcza nie dawała ciepła. Trudno sobie wyobrazić, żeby było tu kiedykolwiek ciepło. Wysokie, strome i śliskie z powodu wilgoci schody prowadzące do kolejnych części zamku zdecydowanie utrudniały przemieszczanie się po zamku. Z drugiej jednak strony to miejsce jak niewiele innych dawało prawie stu procentowe bezpieczeństwo. Jedyna droga prowadząca do zamku była widoczna z daleka. Drzewa, które obecnie pięknie otulają zamek i dolinę nie istniały, zatem całe otoczenie mieszkańcy zamku mieli pod stałą kontrolą.

więcej»
26Sie2016

Słoweńską malowniczą Jaskinię Postojną oglądaliśmy już nie pierwszy raz. Za każdym razem jednak odkrywany w tym tworze rzeczki Pivki coś nowego dla siebie.


Jeśli podróżujecie z dziećmi może być ona szczególnie interesująca, ponieważ poza ogromnymi pięknymi komnatami atrakcją jest dość szybka podróż podziemną kolejką, dzięki której zwiedzanie nie jest tak uciążliwe. Pamiętajcie o zabraniu ciepłych swetrów a dla młodszych dzieci nawet kurtek. W jaskini jest chłodno (około 8 stC), a szybka podróż potęguje jeszcze to uczucie. Ci, którzy zapomną o ciepłym okryciu nie będą szczękać zębami. Za niewielką opłatą mogą wypożyczyć ciepłe długie płaszcze do złudzenia przypominające peleryny Strzelców Podhalańskich. Przewodnicy posługują się językiem słoweńskim oraz podstawowymi językami obcymi. Warto więc zaopatrzyć się w audioprzewodniki dostępne w naprawdę wielu językach, tak, żeby podczas zwiedzania skupić się na podziwianiu piękna stworzonego przez naturę i nie ominąć wyjątkowo interesującego miejsca. Nagrane informacje są krótkie, przystępne i na tyle ciekawe, że mój młody podróżnik słuchał wszystkich z ogromnym zainteresowaniem. Obsługa urządzenia również nie nastręczała specjalnych problemów.


Jaskinie została udostępniona turystom na początku XIX wieku. Trasa turystyczna ma długość ponad 5 kilometrów z czego tylko 1700 metrów pokonaliśmy na własnych nogach. Pozostały odcinek tak zwanego Starego Korytarza przejechaliśmy kolejką. Korytarze są niskie a ściany niektórych tuneli dość blisko boków wagonika dlatego przewodnicy zwracają szczególną uwagę na zakaz wstawania, wychylania się z wagonika i robienie zdjęć selfie.


Zaopatrzeni w audioprzewodniki wędrowaliśmy podziwiając zaskakujące i wyjątkowo piękne formacje stworzone przez wodę. Wokół nas mnożyły się zadziwiające formy skalne: nacieki, stalaktyty, stalagmity, kurtyny skalne. Jedne tak grube i potężne, że trudno ogarnąć umysłem jak długo musiały się tworzyć. Inne wąziutkie jak sopelki - makaroniki wiszące u sufitu lub cienkie jak mgiełka przypominająca fałdy materiału. Mijaliśmy Salę Balową, wspięliśmy się na Wielką Górę by przez Rosyjski Most przejść do głębszych części jaskini. Najczęściej występujące kolory w jaskini to pomarańczowy i czerwony. Można również zobaczyć formy czarne lub zupełnie białe. Kolory zależą od minerałów, które wypłukuje woda przepływając przez skały. Biały kolor jaskinia zawdzięcza czystemu kalcytowi, w którym nie ma domieszek innych pierwiastków. Białe nacieki do złudzenia przypominają błyszczący lód.

więcej»
24Sie2016

Dziś propozycja ekspresowego deseru, który można przygotować w dwóch wersjach. Pierwsza jest tradycyjna z bitą śmietaną wymieszaną z serkiem mascarpone i druga, nieco lżejsza, do której użyłam jogurtu naturalnego i odrobiny kremowego białego serka (może być mascarpone, ale niekoniecznie), żeby deser miał aksamitną konsystencję. Przyznam, że mnie zdecydowanie bardziej odpowiada ta druga wersja. Może też dlatego, że jest mniej słodka. Decyzję, którą z nich wybrać pozostawiam Wam.


Jedno w obu wersjach deseru pozostaje niezmienne. Jeżyny - piękne, tak granatowe, że prawie czarne, błyszczące, soczyste, lekko kwaskowe – słowem nie dające porównać się z niczym innym. Jeżyny poza wspaniałym smakiem i pięknym wyglądem mają wiele prozdrowotnych właściwości. Są wskazane w profilaktyce przeciwnowotworowej, wspomagają pracę układu krążenia, regulują poziom cukru we krwi a nawet łagodzą objawy PMS i menopauzy.


W naszym domu największą wielbicielką jeżyn jest moja córka. Syn za nimi nie przepada, ale dzisiejszy deser sprawił, że „może je polubi" Mrugnięcie Kiedy postawiłam dzisiaj deser na stole powiedział, że jeżyny wyglądają jak zanurzone w świeżym białym śniegu.

więcej»

Podróż z południa Europy można zrobić „na raz". Autostrady skracają podróż tak bardzo, że nawet ponad 1500 kilometrów nie stanowi problemu. Kiedy jednak mamy trochę więcej czasu staramy się, naszą podróż okrasić atrakcjami, dzięki którym zmęczone podróżą dzieci nie szarpią sobie włosów i nam nerwów. Wydaje mi się również, że i dorośli mogliby skorzystać z niektórych propozycji. Są wyjątkowe i godne zainteresowania. Mnie zawsze ciągnie do średniowiecznych ruin i zamków cicho opowiadających własną historię. Jednak moje dzieci na perspektywę obejrzenia kolejnych murów jęknęły niezadowolone.


Zmieniliśmy więc plany i odbyliśmy podróż z dookoła świata. Nie potrzebowaliśmy na, to jak Phileas Fogg w książce Juliusza Verne, aż 80 dni. Wystarczyło jedno popołudnie na obejrzenie ponad 150 modeli budynków i innych obiektów z całego świata w parku miniatur Minimundus niedaleko Klagenfurtu. Park ten został otwarty już w 1958 roku i z każdym rokiem przybywa eksponatów. Dochód ze sprzedaży biletów jest przeznaczony na fundację "Rettet Kind" ("Ratujcie Dziecko"), która działa przy obiekcie. Nie bardzo wiedzieliśmy według jakiego klucza wybierane są obiekty w parku. Okazało się, że poza właścicielami, wpływ na wybór najpiękniejszych obiektów mają również zwiedzający, którzy mogą wskazać jakich budowli według nich brakuje w parku.


Znajdziecie tu nie tylko największe i najbardziej rozpoznawalne budynki świata, takie jak francuska Wieża Eiffla czy watykańska Katedra św. Piotra. Swoje miejsce mają tu również małe, z pozoru mniej istotne, ale jakże urokliwe budowle, takie jak kościół św. Kewina z Irlandii czy belgijski młyn wodny. Każde miejsce zostało zaaranżowane z dbałością o najdrobniejszy szczegół, obsadzone małą roślinnością dopasowaną stylem do budowli a detale samych modeli czasem zapierają dech w piersiach. Podobno niektóre makiety wykonane z nietypowych materiałów kosztują nawet ponad pół miliona euro!

więcej»

Dziś propozycja dla tych, którzy spędzając czas w okolicach Wiednia mają akurat zbędne dwie godziny czasu. Seegrotte w Hinterbrühl to największe w Austrii podziemne jezioro położone na terenie dawnej kopalni gipsu.


W kopalni Hinterbrühl wydobywano gips od 1848 roku. W 1912 roku w wyniku wybuchu zalane zostały niższe części kopalni i eksploatację zakończono. Wiele litrów krystalicznie czystej wody w ciemnych korytarzach jaskiń kusiło ludzi i w 1932 roku stworzona została trasa turystyczna, dzięki której można podziwiać to urokliwe miejsce.


Dogodne położenie oraz doskonała ochrona przed bombardowaniami spowodowały, że w czasie drugiej wojny światowej naziści przejęli kopalnię, wypompowali wodę i przekształcili atrakcję turystyczną w podziemną fabrykę części do samolotów bojowych Heinkel He 162. Aby fabrykę uczynić jeszcze bardziej użyteczną pomalowali całe jej wnętrze na biało i wybetonowali dno osuszonego jeziora.


Po zakończeniu działań wojennych grotę ponownie zalano wodą udostępniono zwiedzającym. Mimo dewastacyjnych działań nazistów kopalnia wraz z podziemnym jeziorem o powierzchni 6200 metrów kwadratowych jest niezwykle pięknym miejscem i jedną z najbardziej znanych podziemnych tras turystycznych w Austrii.

więcej»

Za mną kolejne spotkanie z prawnikiem Mikaelem Brenne w książce pt.: „Na własną rękę" Chrisa Tvedta.


Akcja książki zaczyna się rok po wydarzeniach z "Uzasadnionej wątpliwości". Mikael Brenne teraz już znany i rozpoznawalny adwokat podejmuje się bronić podejrzanego o morderstwo. Wydaje się, że tej sprawy nie da się wygrać. Na ławie oskarżonych zasiada dziwny mężczyzna oskarżony o zgwałcenie, okaleczenie i brutalne zamordowanie nastolatki. Jego wina nie budzi właściwie zastrzeżeń, ale zbieg okoliczności powoduje, że opinia publiczna zostaje zaskoczona werdyktem wydanym przez sąd. Prawnik czuje, że będzie żałował decyzji o zaangażowaniu w sprawę a jej finał niezależnie od wyniku może być trudnym punktem w jego karierze.


Po niewielu ponad stu stronach książki sprawa zostaje zakończona pozostawiając jednak więcej pytań niż odpowiedzi. Niepokój w głowie oszukanego Mikaela skłania go do dalszych działań wykraczających daleko poza pracę prawnika. Po raz kolejny, nie do końca przemyślane czyny, wpędzają go w ogromne kłopoty i zagrażają najbliższym. Jego kolejny klient jest zaskakująco blisko związany z poprzednia sprawą.


„Na własną rękę" podobnie jak poprzedni tom doskonale się czyta. Mimo, że książka jest kryminałem, którego akcja w części toczy się na sali sądowej, nie sposób się nudzić. Wartka akcja, zbiegi okoliczności, świadkowie pojawiający się w najmniej oczekiwanym momencie sprawiają, że do końca nie wiadomo, czy zabił ogrodnik, czy kamerdyner. Balans spotkań na Sali sądowej oraz akcji kryminalnej jest dobrany idealnie.

więcej»
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony