Panna cotta to jeden z najbardziej znanych i klasycznych deserów. Pochodzi z północnych Włoch. Przygotowana jest najczęściej ze śmietanki podgrzewanej z żelatyną i innymi smakowymi dodatkami a podawana jest z owocowymi sosami. Z jej zrobieniem poradzi sobie każdy nawet początkujący szef kuchni. Może nawet namówicie na zrobienie tego efektownego deseru wasze dzieci?


Do przygotowania deseru możecie wykorzystać sezonowe owoce. Teraz naj truskawki, ale już niedługo maliny, borówki czy wiśnie. Z części z nich zróbcie gęsty sos lub mus, resztę użyjcie do dekoracji.


Składniki
250 ml 30% śmietanki
250 ml mleka
80 g cukru
3 płaskie łyżeczki (10-11 g) żelatyny
kilka kropel esencji waniliowej
liście mięty
0,5kg truskawek

więcej»

Choroba i niepełnosprawność dzieci są dla mnie sytuacjami, z którymi trudno się pogodzić. Choć czasem występuje ona tylko w książce czy filmie i wmawiam sobie, że to fikcja, to i tak mam świadomość, że te sytuacje są dla niektórych rodzin bolesną rzeczywistością, której muszą stawić czoła każdego dnia. Szczerze podziwiam rodziny i lekarzy, pielęgniarki i wolontariuszy pracujących w hospicjach, codziennie biorących na klatę cierpienie tych, którym chciałoby się przychylić nieba. Dlatego książki i filmy, w których cierpią dzieci są dla mnie zwyczajnie trudne. Jeśli mam szansę staram się je omijać.


Już w pierwszej powieści Anny Sakowicz pt.: „Złodziejka marzeń" pojawił się temat dziecięcego hospicjum. Ogromna dawka optymizmu autorki pozwalała mi wierzyć, że mimo niepowodzeń, wszystko będzie dobrze. Zaufałam, przeczytałam i nie zawiodłam się. Zakończenie książki pozostawia nadzieję.


Początek kolejnej części pt.: „To się da" uderzył mnie jednak jak obuchem. Jakże to tak? Przecież wszystko miało być „i żyli długo i szczęśliwie"! Śmierć w powieści z tak pozytywnym tytułem? Okazuje się, że książka Anny jest jak życie. Czasem jest pięknie, na niebie słońce, w portfelu odpowiednia ilość gotówki a na horyzoncie cel, do którego dążymy. Czasem jednak po drodze spotykamy nieszczęścia, które najczęściej idą parami. Trzeba wtedy dużo wewnętrznej odporności dzięki której będzie można się podnieść.


Bohaterka „To się da" Joanna podczas rocznego urlopu spędzanego na Kociewiu ma szansę zmienić swoje życie. Spotyka na swojej drodze ludzi niezwykłych, życzliwych, ale też podłych i zawistnych. Podobnie jak w poprzednich książkach i tu znajdziemy intrygi i kłopoty, w które wpadają bohaterowie. Są tak realne, że bez problemu możemy sobie wyobrazić, że sami jesteśmy w nie uwikłani. Razem z bohaterami książki walczymy i staramy się nie poddawać. Nikt nie mówi, że będzie łatwo, nie wiemy też, co nas czeka na końcu drogi a jej finał nie zawsze jest taki, jakbyśmy sobie wymarzyli. Czy „to się da" i na kogo tak naprawdę może liczyć główna bohaterka Joanna przekonacie się czytając książkę.

więcej»

Dzieci w kuchni najczęściej oznaczają bałagan, bałagan i jeszcze raz bałagan. I gruntowe sprzątanie - najczęściej w tej roli występują rodzice. Kiedy jednak z drżącym sercem wpuścimy naszym milusińskich do kuchni może okazać się, że poza bałaganem dostaniemy coś niezwykłego na talerzykach. Każdy szef kuchni zaczynał kiedyś od ugotowania wody na herbatę i jajecznicy.


Na rynku wydawniczym pojawiło się ostatnio wiele książek z przepisami na potrawy dla dzieci ale również pięknie wydane książki adresowane do młodych kucharzy. Jedną z nich od dawna ma na półce moja córka i co jakiś czas przypomina sobie o niej wyciąga wymyśla kolejne eksperymenty kulinarne. „Cecylka Knedelek, czyli książka kucharska dla dzieci" to książka niezwykła. Z jednej strony to niezwykle sympatyczna książka z opowiadaniami, którą można czytać do poduszki, z drugiej skarbnica w miarę prostych przepisów pogrupowanych pomysłowo w kolorowe rozdziały. W części żółto-pomarańczowej znajdziemy przepis na dyniowe placki i pomarańczowe ciasto bez pomarańczy, w fioletowej jagodowe i jeżynowe lody, w zielonej zupę z groszku i pastę z bobu. Jest też kuchnia kolorowa z owocami pod ciepłą pierzynką i jarzynową zupą.


Przygotowanie części z potraw wymaga rodzicielskiego zainteresowania ale część z nich dzieci mogą przygotować samodzielnie.


Dziecięce gotowanie ma wiele zalet. Podstępnie zmusza do próbowania nowych smaków, poznawania niezwykłych składników i, przynajmniej niektórych, do sprzątania kuchni. Po kuchennych zmaganiach może młodzi kucharze docenią nasze kuchenne starania i może będą mniej grymasić przy stole.


Dziś według jednego z „czerwonych przepisów" moje dzieci zrobiły czekoladowe truskawki.

więcej»

W poradniku „Praktyczna Pani" nr 2 1939 roku czytamy jakie potrawy należy serwować w jakich naczyniach:


„ (...) Do ryb używa się wąskich długich półmisków, do mięs również podłużnych ale nieco szerszych, jarzyny i galarety układa się na półmiskach okrągłych. Sałaty i kompot podaje się w salaterkach, które mogą być szklane lub kryształowe, potrawy zapiekane podaje się wprost z pieca w naczyniach ogniotrwałych otoczonych zgrabnie upiętą białą serwetą (...)".


Dziś do tych zasad savoir-vivre podchodzimy nieco mniej rygorystycznie a rodzaje talerzy salaterek i półmisków często zależą od fantazji gospodyni. Muszle, deski, kafelki to tylko niektóre pomysły na inne serwowanie potraw. Moja dzisiejsza sałatka trafiła na stół w takim niecodziennym naczyniu. Wyglądała inaczej, ciekawie i ... naczyń nie trzeba było zmywać.


Składniki:
1 duży grapefruit
150g wędzonego łososia
100g paluszków krabowych
1 łodyga selera naciowego

więcej»

Dla większości z nas poranki to najtrudniejszy moment w ciągu dnia. Dla mnie szczególnie wtedy, kiedy muszę wcześnie wstać. Bardzo tego nie lubię, ale trzeba stawiać czoła prozie codzienności. Niezależnie od tego jak bardzo staram się pospieszyć własne dzieci to przygotowania nie idą szybciej. Jedynym efektem jest zdenerwowanie. Ponieważ nigdy nie udaje mi się wstać przed budzikiem to wszystkie pomysły, które przyspieszają poranne czynności są na wagę złota. Jednym z nich pomysł na śniadanie. Atrakcyjne i smaczne spowoduje, że domownicy będą chętniej je zjadali a i atmosfera znacznie się poprawi.


Płatki owsiane zapamiętane z dzieciństwa są traumą dla wielu z nas. Dziś przygotowałam je w innej wersji. Moje letnie śniadanie zostało uatrakcyjnione uwielbianymi przez wszystkich truskawkami, chrupiącymi orzechami i miodem. Spróbujcie tej wersji może i Wam będzie smakowało.


Składniki:
60g płatków owsianych górskich
10 truskawek
40g orzechów

więcej»

Wszystkie dzieci lubią parówki. Pewnie specjaliści od zdrowej żywności kręcą teraz głowami ale czasem parówki na kolację są zbawieniem dla zmęczonych rodziców lub ratunkiem dla tych, których dzieci nic nie chcą jeść.


Nie należę do drugiej grupy, bo moje dzieci z mniejszymi lub większymi oporami zjadają wszystko, co im podam ale zmęczenie dopada mnie czasem takie, że nawet myślenie o kolacji przekracza moje możliwości. Na szczęście jakość niektórych parówek znacznie się poprawiła a ilość mięsa w mięsie jest zaskakująco wysoka. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy w naszym osiedlowym sklepie parówki, w których ilość mięsa wynosi 93 lub nawet 97%. Kupujmy dobre jakościowo parówki, które po przekrojeniu są sprężyste, twarde i brązowe a nie miękkie i różowe.


Ja najczęściej kupuję parówki z szynki firmy Sokołów lub Pikok i z takich zrobiłam dzisiejszą kolację. Proponuję wam pieczone parówki zawinięte w ser i ciasto francuskie. Danie podobno pyszne – wierzę moim dzieciom – bo kolacja zniknęła zanim się obejrzałam. Choć nie jestem przekonana, że moja córka wie jak smakowała - ilość ketchupu znacznie przewyższała pozostałą zawartość talerza.


Składniki:
parówki
schłodzone ciasto francuskie
ser żółty
mleko
oregano

więcej»
© DomowyPatchwork - All Rights Reserved.

mapa strony